Podsumowanie muzyczne 2019

nick cave_3

To był bardzo dobry rok, głównie pod kątem zagranicznych albumów, z których aż ciężko wybrać ten jeden. Dlatego zamieszczam tu tylko kilka płyt, które zrobiły na mnie wrażenie. Nie chciałam tego nazywać żadnym podsumowaniem, to raczej subiektywny wybór muzyki, bez której ciężko się obyć, która coś znaczyła w tym roku, która wnosi powiew, nowość, świeżość i urodę brzmienia. Kolejność przypadkowa:

„Ghosteen” Nick Cave And The Bad Seeds:

 

„When We All Fall Asleep, Where Do We Go?” Billie Eilish:

 

„Norman Fucking Rockwell” Lana Del Rey:

 

„Magdalene” FKA Twigs:

 

„Radical Polish Ansambl” Radical Polish Ansambl:

 

„Młodość” Ralph Kamiński:

 

„Nieumiarkowania” Król:

 

„The best of moje getto” Piernikowski:

Podsumowanie muzyczne 2018

To był dobry rok, pełen dobrych piosenek i świeżych odkryć (jak Mitski). Nic więcej się nie da napisać. Oto lista szesnastu najlepszych, moim zdaniem, albumów tego roku. Za moment ma szansę dołączyć do nich Charlotte Gainsbourg, która 14 grudnia wydaje płytę „Take 2”. Kolejność albumów przypadkowa, chociaż muszę przyznać, że do niedawna sen z powiek spędzał mi właśnie superzdolny Kamasi Washington, który otwiera tę listę. W przypadku innego zdolniachy, Earla Sweatshirta, trzeba przeczekać okropną reklamę, aż zabrzmi właściwa muzyka. Warto!:

 

Anna Calvi „Hunter”

 

 

 

 

Kamasi Washington „Heaven And Earth”

 

 

Mitski „Be The Cowboy”

 

Father John Misty „God’s Favourite Customer”

 

Beach House „7”

 

Jon Hopkins „Singularity”

 

Kali Uchis „Isolation”

 

Mount Eerie „Now Only”

 

Amen Dunes „Freedom”

 

Sophie „Oil OF Every Pearl’s Un-Insides”

 

Tim Hecker „Konoyo”

 

The Internet „Hive Mind”

 

Earl Sweatshirt „Some Rap Songs”

 

Deafheaven „Ordinary Corrupt Human Love”

 

Nothing – „Dance On The Blacktop”

 

Janelle Monae „Dirty Computer”

 

Pijany funk

thundercat-main

Kiedy wszyscy zastanawiają się nad line-upem Coachelli, ja postanawiam powęszyć wśród zagranicznych albumów ulubionych wykonawców, którzy znaleźli się wśród wyszukanego gwiazdozbioru festiwalowego. Kimś takim jest Thundercat, który w tym roku, razem z Michaelem McDonaldem, zawojował scenę Coachelli.

O Thundercatcie pisałam blisko dwa lata temu, przy okazji premiery jego drugiego albumu „The Beyond/Where The Giants Roam”.  Basista współpracujący blisko z Flying Lotusem i Kamasim Washingtonem nagrał wówczas dość smutną, uduchowioną płytę, zainspirowaną pożegnaniem z przyjacielem:

 

Nowy album, zatytułowany „Drunk” jest zupełnie inny. To faktycznie, zgodnie z tytułem taka pijana wyprawa w świat dźwięków, emocji, doznań. Bardzo różnorodna i aż kipiąca od inspiracji  – styl funky lat 70., R’nB, flower-power lat 60, mięsistego fusion, i hip-hopu – i społecznych komentarzy, włączając w to te o czarnych i Ameryce czarnych ludzi.

 

 

Muszę przyznać, że to jedna z najlepszych płyt, jakie słyszałam w ciągu ostatnich kilku miesięcy. „Drunk” słucha się przedziwnie lekko – 23 ścieżki mkną szybko, mimo dużego zróżnicowania materiału, może dlatego, że stapiają się melodycznie i dramaturgicznie w jedną historię. Nad tym wszystkim góruje głos Thundercata, spajający opowieści o muzyce, dyskryminacji, piciu w barach, narkotykach i miłosnej przygodzie, którą ma powtórzyć i jeszcze jeden raz ją przeżyć. To daje nam w rezultacie taki koncept album przy współudziale najznakomitszych gwiazd jego pokolenia (w „Walk On By” wystąpił Kendrick Lamar, w „The Turn Down” – Pharell Williams). Thundercat funduje nam tu cały kołowrót nastrojów, od zabawy po zadumę. Kapitalny album, który można polecić każdemu i do którego chce się wracać.