Czułe historie Sufjana

imgres

 

Sufjan Stevens to nie tylko pierwszorzędna gwiazda indie folku, ale również dobry poeta i znakomity tekściarz. Udowadnia to swoją nową piosenką „Tonya Harding”. Ten utwór ma swoją historię – Sufjan zbierał się, żeby ją napisać od blisko 30 lat, jak podaje u siebie na stronie. Trudno w to uwierzyć, bo piosenka jest bardzo prosta, tak samo jak prosto opowiedziana jest sama historia Tonyi, amerykańskiej łyżwiarki figurowej, której kariera zawaliła się po tym, jak została oskarżona przed laty o sfingowanie napadu na swoją rywalkę. Pochodząca z nizin społecznych, niestroniąca od alkoholu, uzależniona od niezbyt fajnych facetów sportsmenka musiała poruszyć czułą strunę w duszy Stevensa.

 

Sufjan nie od dziś ma miękkie społecznie serce. Wystarczy wspomnieć „Carrie and Lowell”, płytę sprzed dwóch lat, autobiograficzną, w której historia życia rodziny (i rodziców) Stevensa posłużyła mu do ułożenia przekonującej i wspaniałej lirycznie narracji o braku miłości i tęsknocie za nią. W przypadku „Tonyi Harding” jest trochę inaczej. Sufjan bierze opowieść Tonyi taką, jaka ona jest, nie dodając do niej własnych interpretacji, pokazując jak fascynująca i złożona jest ludzka natura. Rozmawia z nią jak równy z równym, pociesza, wydaje się, że niemal gładzi po głowie. Jest czuły jak matka i wyrozumiały jak ojciec, których Tonyi zabrakło na pewnym etapie.

Piosenka rozwija się powoli, między fortepianowymi akordami, odległym echem chóru a elektronicznymi ozdobnikami. Jaki właściwie Stevens miał cel, biorąc sobie za temat Tonyę Harding? Może chciał po prostu pokazać, że sztuka nie zna barier, i każda historia jest godna tego, żeby o niej opowiedzieć i ją zaśpiewać, nawet tak – wydawałoby się – banalna? Żałuję tylko, że mało ostatnio u Sufjana zajętego projektem „Planetarium”, takich motywów jak ten z „Mystery of Love”, piosenki napisanej w zeszłym roku do pięknego filmu „Tamte dni, tamte noce”, w której Stevens wspomina o tym, że ma go mieć tylko ta kobieta, którą on kocha. Dawno nie napisał nic tak poruszającego o miłości, a szkoda:

/Oh, oh woe-oh-woah is me

The last time that you touched me

Oh, will wonders ever cease?

Blessed be the mystery of love/

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s