Mój Dozio

DOZIO

Właściwie, hm, dlaczego unikałam rozmów o nim? Dlaczego przestałam oglądać te psy, strony hodowli, interesować się w ogóle nimi? Wymazałam jego zdjęcia, zatarłam ślady. Wyrzuciłam smycze, ale zabawki zostawiłam. Nie wiem, po co, bo nikomu się nie przydadzą. Pozwolić mu odejść tak szybko było strasznie trudne. Teraz, po tych prawie czterech latach, chcę mu wreszcie napisać – byłeś świetnym psem. Najlepszym.

Dozio (Dayton Saria z hodowli Eweliny Kalbarczyk) trafił do mnie w 2006 roku, krótko przed świętami. Miesiąc przed straciliśmy naszego pierwszego doga, więc ten nowy szczeniak był na pocieszenie. Miał 4 miesiące, ale jak to dog, rósł strasznie szybko. Już wtedy był 25-kilogramową kluchą, która bała się wychodzić na ulicę. Całe swoje czteromiesięczne życie spędził z innymi psami w domu hodowczyni i na spacerach w lesie, więc ciężarówka pędząca wąską podmiejską uliczką musiała mu się wydawać smokiem z Hobbita. Od razu uciekał do „mamusi”. Tylko jak to to nosić na rękach? Szybko okazało się, że w skórze, rozciągniętej na kawałku rozkosznego, pręgowanego aksamitu, tkwi diabeł.

Jeszcze nie spotkałam tak szybkiego i narowistego psa. Miał w sobie totalną wolność. Pożerał mandarynki i cykorię kilogramami, jak królik, nie pies, i to nie ja jego, ale on mnie traktował jak zabawkę, którą można ciągnąć za nos i bawić się jej włosami. A jak się rozkręcił, to fruwał pod sufit, aż uszy mu się wywijały. Zżerał sztuczne jabłka z choinki (przypominały mu prawdziwe), złote orzechy i serwetki wiklinowe. Wyciągał sobie też łapą co ciekawsze książki z półki. Zjadł fajną płytę Nicka Cave’a (bez książeczki z tekstami) i moje oficerki. Jak już urósł (70 kilo żywej wagi), to rozwalał się w łóżku niczym król, i spychał mnie na podłogę. Więc gdy go w końcu wyrzuciłam z sypialni, nie mógł zrozumieć, co się właściwie staooo.

DOZIO_2

Ale tak naprawdę był najdelikatniejszym psem świata. Nigdy nie spotkałam tak arystokratycznego i nieodgadnionego stworzenia. Pewna wiekowa aktorka, którą spotykałam na spacerach w Morskim Oku, mówiła o nim: „Generał – niech pani patrzy, jak on się porusza. Jest przecież najważniejszy, czyż nie?”. Przy całej swojej majestatycznej wielkości był niewiarygodnie czuły. To prawda, strasznie nachalnie pchał nos wszędzie, szczególnie starając się mnie rozbawić do łez – ale teraz brak mi tej nachalności. Wielkiego łba w zagłębieniu obojczyka. Sierści, glutów, zapachu łap.

Nigdy też nie miałam do czynienia z tak wiernym psem. Tak na ślepo przywiązanym do pani, mimo, że wrzeszczała, biegając za nim po polu: „zostaw, cholero, tę zepsutą kiełbasę, bo cię ukatrupię”. Bo tylko ja potrafiłam tak drżeć o jego zdrowie. Niestety, nie umiałam go uchronić przed najgorszym – czyli skrętem żołądka. 7 lat to strasznie mało jak na psa, prawda?

Przypomniałam sobie teraz, jak jeden ze znajomych, gdy pierwszy raz go poznał, powiedział: „dziwne uczucie – siadasz na krześle, odwracasz głowę, a tu łeb psa na wysokości twojego. Kładzie ci pysk na ramieniu, a ty nie wiesz – już masz uciekać? ” Ej, no nie ma się czego bać. Tak naprawdę ma serce jamniczka. Strasznie szybko mu ono wali, kiedy nie wie, czego się spodziewać. Czy wezmę na spacer, czy zostawię, pomówię, przytulę? Zmęczona po całym dniu, zwykle go odganiałam – być może czasem nawet jak tragikomiczna bohaterka nowego filmu Małgośki Szumowskiej „Body/Ciało”, terapeutka o paranormalnych zdolnościach, grana przez Maję Ostaszewską, która po stracie dziecka adoptuje ogromnego doga niemieckiego, mieszka z nim w kawalerce i próbuje go ucywilizować. Na spacerach krzyczy: „Równaj, równaj!”, frunąc za smyczą z siatkami pełnymi zakupów. „Nie zasłaniaj mi, zejdź, odejdź, nie, ty już jadłeś, teraz ja jem” – powtarza zirytowana, usiłując coś zobaczyć w telewizorze sponad pręgowanej masy, która wchodzi jej niemal na głowę, żebrząc o kęs jedzenia, czy zainteresowanie. A w końcu (oj, smuteczek) ulega temu cielsku. „No dobrze, już masz, weź, jedz” – kardynalny błąd, karmienie śliniącego się doga na łóżku.

DOZIO_5

Właśnie dlatego, że tak kochają, i że zawsze chcą za dużo, że włażą ci z butami do duszy, i do łóżka, i pchają się na klawiaturę, i podbijają nosem książkę, i wylewają łbem kawę, żebyś pogłaskała, i muszą być z tobą w łazience i przy kuchence – to naprawdę nie są psy dla wszystkich. Nie da się ich też wytresować do wszystkiego, może dlatego, że są za duże na pewne eksperymenty. Bo, cholera, jak się skutecznie bronić przed tą ich wylewnością, kiedy pies, który skacze i staje na tylnych łapach, żeby dać ci buzi, jest równy wzrostem z tobą? No, więc czasem mu odpuszczasz. I chyba wtedy przemyka ci przez głowę myśl, że może właśnie tak powinno być.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s